80-latka w areszcie z zarzutem posiadania nielegalnej amunicji i broni. CBA znowu podrzuciło dowody?

Brudna walka o Warszawę.

Dwie strzelby, sztucer oraz nabój pistoletowy znaleźli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w piwnicy 80-letniej Aliny D. Przebywająca obecnie w areszcie kobieta usłyszała zarzut nielegalnego posiadania broni i amunicji.

Sprawa wzbudza jednak spore kontrowersje: D. to matka urzędnika, który nie chciał dostarczać CBA materiałów kompromitujących (tzw. „haków”) na prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, a starsza pani nie wie skąd w dniu zatrzymania w jej piwnicy znalazła się broń i nabój. Co więcej – funkcjonariusze CBA przeprowadzili czynności bez udziału Policji i nie pobrali na miejscu odcisków palców z broni. Po wejściu do piwnicy kobiety funkcjonariusze CBA mieli też wiedzieć czego i gdzie szukać.

Czy za sprawą mogą stać podwładni Mariusza Kamińskiego?

Starsza pani musi zniknąć

Alina D. została zatrzymana 30 stycznia 2017 roku. Tego samego dnia wykonano czynności procesowe polegające na przeszukaniu zajmowanych przez nią pomieszczeń mieszkalnych i piwnicznych.

Prowadzący czynności funkcjonariusze CBA znaleźli: nabój pistoletowy produkcji czeskiej kaliber 6.35, dwie strzelby Greener MK I kaliber 16 (w jednej z nich, w komorze nabojowej, był wstawiony i zaspawany metalowy korek, przez co broń jest trwale niesprawna) oraz sztucer FR Hering Roessel.

Mimo, iż w wypadku odkrycia broni na miejsce powinien być wezwany technik policyjny oraz pobrane odciski palców, w trakcie czynności prowadzonych przez CBA u matki warszawskiego urzędnika tak się nie stało.

- Czynności wykonywane były przez funkcjonariuszy CBA, którzy w postępowaniu karnym podczas wykonywania czynności w zakresie określonym w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego (Dz. U. z 2016 r. poz. 1749, z późn. zm.5) posiadają uprawnienia procesowe Policji – wyjaśnia nam rzecznik prokuratury regionalnej we Wrocławiu Katarzyna Bylicka.

Fakt, że sprawa prowadzona jest przez wrocławską prokuraturę nie jest przypadkowy. – Tam trafiają „śliskie” sprawy. Szczególnie te dotyczące obecnej ekipy lub jej wrogów – mówi nam były oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nasz rozmówca zwraca też uwagę na typ zabezpieczonej broni. To bardzo stare okazy, które mogą pochodzić ze zbiorów kolekcjonerskich. A takie posiadają (i chwalą się nimi w mediach społecznościowych) współpracownicy obecnego CBA – historycy i archeolodzy, koledzy Mariusza Kamińskiego oraz Ernesta Bejdy.

- Mama twierdzi, że to zostało podrzucone. Nikt nie ma pojęcia skąd coś tak dziwnego mogło się wziąć w piwnicy rodziców. Po otwarciu piwnicy, w czym brali udział wyłącznie funkcjonariusze CBA i Mama, jeden z nich od razu podszedł do miejsca, gdzie leżało to dobro, a potem już niczego nie szukali. To jest nowy blok mieszkalny. Piwnica jest dostępna również z garażu. Mało kto się tam kręci, więc warunki do wcześniejszej penetracji są doskonałe. Jeżeli ktoś zna kod do domofonu albo przekona ochroniarza, żeby go wpuścił, to ma automatycznie dostęp do piwnicy – mówi nam syn Aliny D. Marcin Rudnicki.

- Dobro prowadzonego śledztwa nie pozwala na ujawnianie szczegółowych danych związanych z zabezpieczonymi w pomieszczaniach zajmowanych przez Alinę D. rzeczami, których posiadanie jest zabronione. Przeprowadzone przez powołanego w toku śledztwa biegłego badania dowodów rzeczowych skutkowały wydaniem opinii, iż zabezpieczone przedmioty są bronią palną i amunicją - w rozumieniu ustawy z dnia 21 maja 1999 roku o broni i amunicji. Wszystkie wątki związane z posiadaniem zabezpieczonej broni i amunicji były w toku śledztwa poddawane analizie. Nie uzyskano żadnych informacji, które wskazywałyby na to, że zabezpieczona broń należała do jakiegokolwiek funkcjonariusza bądź współpracownika CBA – przekonuje rzecznik prokuratury Katarzyna Bylicka.

Podejrzane CBA

Czy za podrzuceniem naboju i broni mogą stać funkcjonariusze lub współpracownicy CBA? Byłby to już kolejny taki przypadek.

Jak informowaliśmy w czerwcu: podwładni Mariusza Kamińskiego podrzucili rosyjską amunicję (29 sztuk) Makarov oficerowi Biura Ochrony Rządu, który zaalarmował przełożonego o podejrzanych działaniach firmy założonej przez byłych funkcjonariuszy CBA w PKP.

Sprawę nakryła i udaremniła warszawska Policja – w trakcie przekazywania amunicji sierżant Sebastian Bieniuszewicz, przyjmujący depozyt od CBA, zorientował się, iż funkcjonariusze przekazują rosyjską amunicję, która nie figurowała w protokołach zabezpieczenia.

Policjant odmówił przyjęcia rosyjskiej amunicji i napisał stosowną adnotację w protokole.