Co łączy szefa CBA z aferą reprywatyzacyjną? Funkcjonariusz Biura przerywa milczenie

Wywiad z funkcjonariuszem Centralnego Biura Antykorupcyjnego Andrzejem Kruczkiem, zwolnionym na polecenie szefa CBA Ernesta Bejdy, po tym jak ujawnił w notatce jego związki z mecenasem Pawłem Sz., bohaterem afery korupcyjnej, a także działającym przy reprywatyzacji w Warszawie.

 

Dlaczego szef CBA się Pana boi?

Uważam, iż Szef CBA boi się wiedzy, dotyczącej jego osoby, którą ja mogę posiadać i ujawnić innym.

Kiedy zaczął Pan pracę w CBA?

1 listopada 2006 roku.

Znał Pan wcześniej Macieja Wąsika lub innych ówczesnych szefów CBA?

Tak, pracowałem z nim wcześniej.

Kiedy zaczął Pan badać sprawę korupcji w NFZ z udziałem mec. Pawła Sz.?

W 2014 roku.

Kiedy mec. Sz. usłyszał zarzuty?

Został zatrzymany w marcu 2015 roku. Wówczas też usłyszał zarzuty. Wyszedł po uiszczeniu kaucji 300 tys. złotych.

Czy wiedział Pan o związkach mec. Sz. z Ernestem Bejdą?

Wówczas nie. O tych powiązaniach dowiedziałem się później, w trakcie prowadzonych czynności operacyjnych. Ustaliłem, iż znają się jeszcze z czasów, gdy Bejda robił aplikację u ojca Pawła Sz. – Jerzego. Później utrzymywali kontakty bezpośrednie lub za pośrednictwem innych osób. Gdy Bejda został szefem CBA poprosiłem o spotkanie, podczas którego poinformowałem go, że Sz. powołuje się na znajomość z nim. Powiedziałem mu wówczas, że znajomość z Sz. może okazać się problematyczna, nie tylko ze względu na ciążące na nim zarzuty, ale również fakt, że według moich informacji jest on zamieszany w aferę reprywatyzacyjną w Warszawie. W spotkaniu tym uczestniczył zastępca Bejdy Bogdan Sakowicz, który zgodził się ze mną, że dla szefa CBA, wizerunkowo jest niekorzystnym utrzymywanie znajomości z osobą, na której ciążą takie zarzuty.

Jak do informacji odniósł się szef CBA?

Podczas pierwszego spotkania, Bejda zbagatelizował zarzuty korupcyjne Sz., odniosłem nawet wrażenie jakby ktoś go nastawił, ale zainteresował się kwestią reprywatyzacji. Poprosił abym poszerzył te informacje, co uczyniłem i zgłosiłem gotowość do zreferowania swoich ustaleń.

Jak Bejda zareagował na tę informację?

Drugie spotkanie zostało umówione przez sekretariat Bejdy, ale na kilka dni przed wyznaczoną datą zostało odwołane bez podania przyczyny.

Ile udało się Panu ustalić w sprawie roli Sz. w aferze reprywatyzacyjnej?

Sporo. Rozmawiałem z osobą prowadzącą śledztwo. W dziwnych okolicznościach Prokuratura umorzyła postępowanie, choć materiały były obciążające. Później udało mi się dotrzeć do spraw, które mec. Sz. prowadził i do decyzji podpisywanych przez Rudnickiego. Widziałem te decyzje.

Bejda nigdy się o tych ustaleniach nie dowiedział?

Ode mnie nie. Nie dał mi szansy.

Czy później próbował Pan kontaktować się z Bejdą?

Nie, ponieważ po napisaniu przeze mnie notatki służbowej w listopadzie 2016 roku, w której ujawniłem istnienie powiązań Bejdy z Sz. i wycieku informacji z CBA zostałem zdjęty ze stanowiska i oddany do dyspozycji szefa CBA na okres do czterech miesięcy (termin ten mijał 21 marca 2017 roku).

Jakie były powody tych działań?

Nie zostały mi podane. W trakcie dyspozycji próbowano mnie oskarżyć na podstawie anonimów i nieprawdziwych donosów o spreparowanie przeze mnie dowodów w sprawie korupcyjnej mec. Sz. i Mirosława J. Wobec skutecznej obrony przed tymi oskarżeniami rzecznik dyscyplinarny biura kontroli i spraw wewnętrznych wszczął przeciwko mnie postępowanie dyscyplinarne, zarzucając mi ujawnienie tajemnicy służbowej. Zarzut ten był absurdalny, bo nigdy nikomu nie ujawniłem informacji ze śledztwa. Jak się później okazało osobami mnie obciążającymi byli zatrzymani przeze mnie wcześniej Sz. i J., a także żona i szwagierka Sz. Dowiedziałem się o tym później, ponieważ w trakcie postępowania zostałem pozbawiony wglądu do akt. Mój pełnomocnik też.

Wiele miesięcy potem dowiedziałem się, że kilka dni po wszczęciu postępowania dyscyplinarnego do CBA przyszła żona Pawła Sz. Przyniosła sfałszowany dokument zatytułowany „oświadczenie”, zawierający nieprawdziwe i pomawiające mnie i mojego obrońcę oskarżenia (dot. m.in. płatnej protekcji).

Jak żona Sz. znalazła się w CBA? Jest prawnikiem?

Dobre pytanie. Nie poszła z tym do Prokuratury, na policję, tylko właśnie do CBA… Myślę, że to wszystko było uzgodnione, z góry ustalone. Treść „oświadczenia” także. Ono legło u podstaw zwolnienia mnie ze służby. Jeśli chodzi o panią Sz., z tego co wiem, jest ona byłą partnerką gangstera z tzw. mafii Pruszkowskiej - Jarosława Maringe. Jej zdjęcia opublikował w niedawno wydanej przez siebie książce „Chińczyk, król polskiego narkobiznesu”, w której nazywał ją „Ruda”.

Co się stało z prowadzonym postępowaniem dyscyplinarnym? Zakończyło się?

Mimo, że postępowanie dyscyplinarne nie zostało zakończone, 24 marca 2017 roku, Szef CBA podjął decyzję o zwolnieniu mnie ze służby. W uzasadnieniu napisał, iż fakt popełnienia przeze mnie przestępstwa (ujawnienia tajemnicy służbowej - red.) „jest oczywisty”. Decyzja ta była kuriozalna, ponieważ 4 dni później, zastępca Bejdy, Grzegorz Ocieczek wystosował kolejną decyzję, w której stwierdził, iż zmuszony jest zawiesić postepowanie dyscyplinarne, w związku z niemożnością przeprowadzenia kluczowych czynności, mających na celu wyjaśnienie sprawy. Jak zatem szef CBA mógł oprzeć swoją decyzję o zwolnieniu mnie na podstawie tzw. „oczywistości” popełnienia czynu, skoro kluczowe czynności dowodowe nie zostały jeszcze przeprowadzone?

Czy i kiedy próbował się Pan od tej decyzji odwołać?

W ustawowym terminie odwołałem się do szefa CBA z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy. Po negatywnej odpowiedzi złożyłem skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. WSA po rozpoznaniu skargi uchylił w całości decyzję o zwolnieniu mnie ze służby i wskazał, że „szef CBA w sposób nieuprawniony powołał się na tzw. oczywistość popełnienia czynu” oraz stwierdził, że szef CBA w żadnym wypadku nie mógł przy zwolnieniu zastosować art. 64 ust. 2 pkt. 8 ustawy o CBA, który mówi o oczywistości popełnienia czynu.

Analiza tego wyroku wraz z uzasadnieniem pokazuje wprost, że szef CBA przekroczył swoje uprawnienia wielokrotnie. Jako przełożony dyscyplinarny także.

Według naszych informacji szef CBA złożył na Pana zawiadomienie do Prokuratury ws. ujawnienia tajemnicy służbowej. Jaki jest wynik tej sprawy?

Śledztwo zostało wszczęte 15 miesięcy temu. Na koniec czerwca tego roku Prokurator Karol Węgrzyn miał wydać decyzję kończącą to postępowanie. Byłem przesłuchiwany tylko w charakterze świadka. Nie zostały mi postawione zarzuty, ponieważ Prokurator nie dopatrzył się popełnienia przeze mnie przestępstwa. I proszę sobie wyobrazić, że został odsunięty od tej sprawy. Sprawę przejęła inna pani Prokurator, która w rozmowie ze mną powiadomiła mnie, że o planowanych czynnościach w śledztwie nie zamierza mnie informować. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, ponieważ gdy w czerwcu widziałem się ostatni raz z Prokuratorem Karolem Węgrzynem, poinformował mnie w obecności pełnomocnika, że więcej czynności już nie planuje.

To dość dziwny zwrot w akcji. Jak Pan to odbiera?

Panie redaktorze, w postępowaniu tym różne dziwne rzeczy się działy. Występowała w nim na przykład Joanna Sz., która składała zeznania w charakterze świadka. Starała się odegrać dużą rolę w działaniach odwetowych wobec mojej osoby. Gdy czytałem jej zeznania, wiedziałem, że wielokrotnie skłamała. Miałem na to dowód, który przedłożyłem Prokuratorowi wraz z zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa przez panią Sz. Dowód był tak ewidentny, że do przedstawienia zarzutów wystarczyło jedynie odsłuchać nagraną rozmowę i porównać jej treść z protokołem z jej zeznań. Czy może Pan sobie wyobrazić, że minęło osiem miesięcy i Sz. nie ma postawionych zarzutów? Jest to dla mnie niezrozumiałe. Zaczynam podejrzewać, że tak jak jej mąż korzysta ona z parasola ochronnego. Co ciekawe, na zarejestrowanej rozmowie, Pani Sz. twierdziła, że Pan J. jest agentem CBA i miał prawo wziąć 700 tysięcy łapówki.

Skąd Pani Sz. ma taką wiedze?

O to należy spytać Panią Sz.

Gdzie trafiło zawiadomienie o składaniu fałszywych zeznań przez Panią Sz.?

W lipcu 2017 roku, gdy wyszło na jaw, że Pani Sz. posłużyła się sfałszowanym oświadczeniem w CBA, mój pełnomocnik złożył zawiadomienie do Prokuratury. Sprawę prowadził Prokurator Jarosław Onyszczuk. Do niego też trafiło kolejne zawiadomienie o tym, że Sz. skłamała składając zeznania podczas czynności konfrontacji u Prokuratora Węgrzyna. Z moich obserwacji wynikało, że Prokurator chciał bardzo rzetelnie podejść do śledztwa i miał szczere chęci wyjaśnić, kto sfałszował oświadczenie, którym posłużyła się Sz. w CBA (Prokurator Onyszczuk bardzo ostro wypowiadał się nt. ułaskawienia Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, za co został zdegradowany – red.). Niestety, nagle i bez żadnego wyjaśnienia został odsunięty od sprawy, a prowadzone czynności utknęły w martwym punkcie.

Skąd Pan ma taką pewność, że pani Sz. złożyła fałszywe zeznania?

Ponieważ wszedłem w posiadanie nagrań dwóch rozmów, podczas których Sz. m.in. groziła moim bliskim. Przekazałem je Prokuratorowi Onyszczukowi i dałem do wiadomości do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro, z prośbą o objęcie postępowania zwierzchnim nadzorem. O nieprawidłowościach, które w mojej ocenie występowały w prowadzonym postępowaniu, a także we wcześniej prowadzonym postępowaniu dyscyplinarnym, informowałem na bieżąco także ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego. Niestety pan Minister nie zainteresował się opisanymi nieprawidłowościami.

Jaki jest dzisiaj status Pana spraw?

Po analizie akt sprawy, dokonanej przez mojego pełnomocnika i obrońcę – mec. Beatę Bosak-Kruczek z kancelarii prawnej Temida, zdecydowałem się w ubiegłym tygodniu o złożeniu zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez szefa CBA Ernesta Bejdę. Zawiadomienie te zostało wysłane do wiadomości członków sejmowej komisji ds. służb specjalnych, do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i ministra Joachima Brudzińskiego.

Dlaczego do wiadomości Jarosława Kaczyńskiego?

Prezes PIS wielokrotnie powtarzał, że nie ma „równych i równiejszych” wobec prawa. Jako obywatel chcę się przekonać czy także w tym przypadku, gdy sprawa dotyczy jego ministra, zasada ta obowiązuje.

Czego się Pan spodziewa po śledztwie toczącym się w Prokuratorze Okręgowej?

Obawiam się, że Prokuratura dostała dyspozycję, aby znaleźć jakiekolwiek obciążające mnie okoliczności, tylko po to, aby postawić mi zarzuty, które zostaną wykorzystane w postępowaniu przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, do którego CBA złożyło skargę kasacyjną.

Dlaczego Pan tak uważa?

Ponieważ bez postawionych mi zarzutów nie mogą wygrać tej sprawy. Będzie to porażka CBA, a szef CBA będzie musiał przywrócić mnie do służby.