Czy Rosja sponsoruje terroryzm?

Po co Putin wspiera międzynarodowy terroryzm? Gra idzie przecież o olbrzymią stawkę, bo twarde dowody winy mogą wypchnąć Rosjan ze wspólnoty cywilizowanych narodów.

Moskwa zarzuca Waszyngtonowi udział w powstaniu ISIS oraz tolerowanie terroryzmu dla partykularnych celów politycznych. Uwaga! Nie dajmy się oszukać! Właściwym zadaniem oskarżenia jest odwrócenie uwagi od niebezpiecznej gry z Państwem Islamskim, którą na rozkaz Kremla prowadzą rosyjskie służby specjalne. Co ważne, analogiczną uwagą Moskwy cieszy się równie niebezpieczny afgański Taliban. W związku z tym narzuca się pytanie: po co Putin wspiera międzynarodowy terroryzm? Gra idzie przecież o olbrzymią stawkę, bo twarde dowody winy mogą wypchnąć Rosjan ze wspólnoty cywilizowanych narodów.

Bliskowschodnie puzzle

Kwestia rosyjskich kontaktów z ugrupowaniami wyjętymi spod międzynarodowego prawa została sprowokowana medialną kłótnią. Podczas grudniowej wizyty w Syrii Władimir Putin oświadczył, że to rosyjska interwencja zadecydowała o pokonaniu ISIS. W odpowiedzi głos zabrał Donald Trump, który zanegował kluczowy udział Moskwy w zwycięstwie nad islamistami. W jego ślady poszedł Emmanuel Macron, mówiąc dyplomatycznie o zawłaszczeniu cudzych zasług przez Kreml. Kto zatem ma rację?

Głosy zachodnich polityków nie są bezpodstawne. Wręcz przeciwnie. Analitycy śledzący wojnę w Syrii udowodnili, że tylko 5 proc. rosyjskich bombardowań i operacji naziemnych było wymierzone w ISIS, a przecież, jak chwali się Putin, w latach 2015–2017 rosyjskie lotnictwo zniszczyło ponad 90 tys. celów, zabijając kilkadziesiąt tysięcy zbrojnych islamistów. Wynika z tego, że Kreml interweniował militarnie wyłącznie po to, aby ocalić syryjski reżim. Władza Bashara al Asada była zagrożona przez sunnicką opozycję, która stała się wrogiem numer jeden do pokonania. Cały ciężar wojny z ISIS spoczął tym samym na międzynarodowej koalicji pod amerykańskim dowództwem. Zgoda. Koalicja jest egzotyczna. W Iraku i na pograniczu syryjskim operują siły specjalne i lotnictwo kilku państw NATO, w tym Polski. Wspierają armię iracką, kurdyjskich peszmergów, ale także szyickie milicje o proirańskiej orientacji. To te formacje wspólnie zdobyły iracki Mosul i syryjską Rakkę, uważane za główne centra i punkty oporu kalifatu.

Przy okazji werbalnej przepychanki z Waszyngtonem Kreml odgrzał antyamerykańską retorykę. Powtórzył lansowaną od dawna tezę, że inwazja USA na Irak, a potem interwencja w Libii, doprowadziły do wybuchu islamskiego dżihadu, przekształconego w quasi państwo i ideologię globalnego terroryzmu. Inaczej mówiąc, nieodpowiedzialna polityka Zachodu zdestabilizowała Bliski Wschód i Północną Afrykę, otwierając okno możliwości ISIS. Oczywiście tkwi w tym ziarno prawdy. Jeśli można o coś winić USA, to o abdykację z funkcji regionalnego żandarma, co nastąpiło za prezydentury Baracka Obamy. Była to reakcja na koszty finansowe i ludzkie ekspedycyjnej polityki Georga Busha, zainicjowanej po zamachu terrorystycznym 11 września 2001 r.

Jednak wbrew rosyjskim oskarżeniom, decydujące w rozpętaniu bliskowschodniego tsunami były inne czynniki. Pierwszym okazała się gra sprzecznych interesów lokalnych mocarstw, czyli monarchii Zatoki Perskiej oraz Turcji i Iranu. Drugim była Arabska Wiosna, nieuchronna erupcja napięć społecznych i ekonomicznych, które przez dziesięciolecia nie znajdowały ujścia, zatamowane przez policyjne reżimy. Coraz bardziej ujawnia się za to trzeci czynnik wpływu na sytuację. Jest nim Rosja, która postanowiła skorzystać z destabilizacji regionu i zająć miejsce USA. Trzeba przyznać, że Moskwa długo przygotowywała się do tej roli, a głównymi instrumentami okazały się służby specjalne. Latami prowadziły misterną grę, szykując grunt dla polityki i armii.

Terrorystyczna układanka

Jeśli powierzchownie spojrzeć na rosyjską politykę zagraniczną, atutową kartą i zarazem kluczową ofertą pod adresem Zachodu jest współpraca antyterrorystyczna. To jeden z nielicznych punktów możliwego współdziałania, na tle narastających rozbieżności, a nawet zimnej konfrontacji w innych obszarach. Propozycja wspólnej walki z terroryzmem zawsze znajduje się na pierwszym miejscu w publicznych wstąpieniach Putina. Uważniejsze spojrzenie ujawnia jednak wiele sprzeczności, choć pozornie nie związanych ze sobą. Prawda jest taka, że od amerykańskiej inwazji na Irak, rosyjski antyterroryzm stał się tylko fasadą, za którą tak naprawdę skrywają się kroki pogłębiające bliskowschodni chaos. Motywem przewodnim jest zaciekły antyamerykanizm, ubrany w ideologię niezgody na globalną dominację USA. Dowody?

Gdy w 2003 r. amerykańska armia wkraczała do Bagdadu, w tym samym czasie rosyjski wywiad ewakuował z irackiej stolicy archiwa i kartoteki Muchabarad – Głównej Dyrekcji Wywiadu i Bezpieczeństwa, jak nazywała się znana z brutalności służba specjalna Saddama Husajna. Mało tego, oddział rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) krypt. Zasłon, który osłaniał cenny konwój starł się nawet z amerykańskimi czołówkami. CIA też miała apetyt na agenturalne zasoby. Ale to w Moskwie znalazły się dane tysięcy irackich, a szerzej – arabskich informatorów z całego regionu.

Operację koordynował Jewgienij Primakow, były premier Rosji, a wówczas dyrektor SWZ. Nieprzypadkowo, bo nieżyjący już Primakow był od lat 70. XX w. specjalnym pośrednikiem w tajnych kontaktach KGB z dyktatorami Bliskiego Wschodu oraz Kurdami Turcji, Iraku i Iranu. Prowadził także poufny dialog z Organizacją Wyzwolenia Palestyny. Nie jest przecież tajemnicą, że bojownicy kurdyjscy i palestyńscy przechodzili dywersyjne, a więc terrorystyczne, treningi w ZSRR, Bułgarii oraz NRD. Ponadto GRU – wywiad wojskowy – sprawował kuratelę nad pokaźną grupą arabskich oficerów studiujących w uczelniach wojskowych ZSRR. Ilu z nich zostało radzieckimi, a następnie rosyjskimi agentami? Moskwa budowała zresztą rozgałęzione sieci wywiadowcze we wszystkich państwach arabskich, wykorzystując partię BAAS rządzącą w Egipcie, Syrii i Iraku. Sam Bagdad zacieśnił związki z radzieckimi służbami podczas wojny z Iranem. W latach 80. XX w. otrzymywał od ZSRR uzbrojenie i informacje wywiadowcze.

Istnieją więc mocne przesłanki, pozwalające twierdzić, że gdy po inwazji na Irak Amerykanie odsunęli BASS i armię Saddama od władzy, rosyjskie służby kontrolowały i wpływały zakulisowo na rozwój sytuacji. Miały doskonałe rozeznanie jak przebiega tajny dialog, którego rezultatem okazał się sojusz saddamowskiego korpusu oficerskiego, służb specjalnych i islamskich radykałów. A przecież ten alians doprowadził do powstania ISIS! Co więcej, identyczne poszlaki wskazują, że przed powstaniem kalifatu, irackich wojskowych wspierały syryjskie służby specjalne. Damaszek miał dostarczać rebeliantom rosyjską broń do walki z zachodnią koalicją, a więc także z polskim kontyngentem. Jak mawiał Primakow, Wschód to kwestia skomplikowana, a więc później wpływy Damaszku przelicytowała szczodra oferta Kataru i Arabii Saudyjskiej, kierując zresztą ISIS także przeciwko Syrii. Choć nie do końca.

Mozaika grup zbrojnych i watażków popełniających okrucieństwa pod sztandarem kalifatu sprawiła, że Asad zawarł szereg lokalnych układów. Dziwnym trafem w latach 2013–2017 tylko 15 proc. zbrojnych operacji ISIS było skierowanych przeciwko syryjskiemu reżimowi. Reszta rezerw ludzkich i uzbrojenia islamistów została rzucona na wojnę z Bagdadem i USA. W tym momencie warto zadać kilka pytań. Dlaczego rosyjskie lotnictwo bombardowało tylko wybrane rafinerie i rurociągi pozostające pod kontrolą ISIS, mimo, że dochody ze sprzedaży syryjskiej ropy naftowej były finansowym kręgosłupem kalifatu? Czy dlatego, że na mocy porozumień Damaszek obsługiwał część surowcowego eksportu Państwa Islamskiego, partycypując w zyskach?

Dlaczego rosyjscy wojskowi osłaniali ewakuację uzbrojonych bojowników ISIS, wyprowadzając ich konwoje spod uderzeń amerykańskiego lotnictwa? Waszyngton kilkakrotnie informował publicznie o takich zdarzeniach, oskarżając Moskwę o wspieranie dżihadystów. Rosyjskie służby specjalne dokonywały takich operacji w porozumieniu z oddziałami libańskiej Partii Boga, walczącymi po stronie Damaszku. Ugrupowanie to jest znane pod nazwą Hezbollah i zostało uznane za terrorystyczne przez społeczność międzynarodową, z wyjątkiem Rosji. Ewakuacji zwyrodnialców z ISIS służy również szumnie reklamowane przez Moskwę Centrum Rozdzielania Walczących Stron, obsadzone przez GRU oraz wywiady turecki i irański, które doglądają interesów swoich klientów w syryjskiej rzezi. Najwięcej pytań wywołuje jednak zagadkowa rola formacji czeczeńskich.

-----------------

Całość w najnowszym numerze.