Jak torturują służby?

Lista najpopularniejszych tortur stosowanych przez współczesne służby specjalne.

Służby specjalne całego świata nie zrezygnowały z tortur. Używają ich głównie do wyciągania informacji od schwytanych szpiegów, czy wpływowych terrorystów. Mnogość tortur i sposobów ich zastosowania sprawia, że nie ma człowieka nie do złamania. Najbardziej wyrafinowane tortury mogą trwać latami, lub potencjalnie nie być torturami na pierwszy rzut oka. Jednak odpowiednio zastosowane mogą być źródłem niewyobrażalnego bólu. Oczywiście interesują nas jedynie tortury, które umożliwiają „wyciśnięcie” z więźnia jak najwięcej informacji, a nie sadystyczne katowanie go w jedynym i nieuniknionym celu, jakim będzie jego śmierć.

Najgłośniejszym przypadkiem stosowania tortur przez Służby Specjalne jest oczywiście więzienie CIA na Guantanamo. Więźniowie tam mieli być torturowani na wszelkie możliwe sposoby. Jednym z nich było podawanie jedzenia przez nozdrza. Nie zabrakło też szczucia psami, poniżania czy zwykłego tradycyjnego bicia. O tym, że służby specjalne stosują tortury, wiadomo od zawsze. Amerykańskie, rosyjskie, chińskie czy polskie robiły to, robią nadal i będą robić. Fenomen Guantanamo polegał na instytucjonalizacji całego procederu. Swobody w podchodzeniu do tematu np. polegającej na robieniu sobie zdjęć z więźniami w czasie tortur. Żaden poważny oficer służb specjalnych by tego nie zrobił (zdjęć). Guantanamo pokazało też, że demokracja ma swoje ciemne strony i nie jest idealnym systemem sprawowania władzy. W Guantanamo do takich praktyk dochodziło jednak za przyzwoleniem władz USA i trudno nie przypuszczać, że to był także element tortury. Ważne, aby więźniowie mieli świadomość, że są poza jakąkolwiek humanitarną jurysdykcją.

Tortury fizyczne

„Z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał”, ten cytat z filmu „Psy” Władysława Pasikowskiego dobitnie oddaje, jak służby są pewne skuteczności swoich „metod” przesłuchań. Tortury fizyczne niemal zawsze oznaczają kontakt jakiegoś czynnika fizycznego z ciałem przesłuchiwanego. Te najprostsze w prymitywny sposób wykorzystują odczuwanie bólu. Tradycyjne metody polegają na wykorzystaniu sił takich jak prąd, ciepło, zimno, woda czy siła grawitacji. Elektryczność, jako jedno z narzędzi podczas przesłuchań, jest wykorzystywana od kilku dekad. Oczywiście przy odpowiednim napięciu; najmniejszy błąd może sprawić, że nasze źródło informacji zostanie utracone przed czasem. Najprostszy sposób polega na rażeniu ofiary prądem w okolicach genitaliów. Jest on szczególnie skuteczny, gdy chodzi o mężczyzn. Bywały przypadki, że nawet „profesjonalne” użycie tej tortury powodowało olbrzymi obrzęk jąder i niewyobrażalny ból. Rażone może być oczywiście całe ciało na powierzchni zdolnej przekazywać ból. Wyrafinowane użycie elektryczności jako tortury sprowadza się do stymulowania pracy mięśni w taki sposób, aby dochodziło do ich olbrzymich skurczy. Takich samych jak tych nocnych czy podczas uprawnia sportu. Z tą różnicą, że skurcze przesłuchiwanych mogą trwać po kilka godzin, z różnym natężeniem. Szczególnie popularna robi się tzw. „porodówka”. Elektrody są przyczepione do ciała przesłuchiwanego w rejonie podbrzusza aby wywołać skurcze mięśni takie, jak mają kobiety podczas porodu. Ból jest tak duży, że dorośli mężczyźni już w pierwszych minutach oddają kał i mocz, co stanowi dodatkowy bonus stymulujący torturowanego do jak najszybszego nawiązania współpracy. Co może być źródłem elektryczności? Jest to często mały akumulator. Amerykanie stosują tasery lub specjalne pałki elektryczne. Ważne aby nie stosować napięcia, które mogłoby zabić przesłuchiwanego.

Rosyjska fizyka

Rosjanie są praktyczni i wierzą, że nie ma faceta, któremu amputacja jąder czy wyrywanie zębów sprawi przyjemność. Dlatego FSB czy GRU kocha wręcz tortury fizyczne i uczyniły je swoim elementem propagandy strachu. Do jednych z najstraszniejszych tortur stosowanych przez rosyjskie służby specjalne należą tzw. „wilcze kły”. Jest to nadal powszechna forma przesłuchań, gdyż poza fizycznym bólem łączy w sobie poczucie strachu wywołane dentofobią, czyli lękiem przed dentystą. Tortura ta polega na skrępowaniu więźnia i włożenia między górną a dolną szczękę drewnianego kołka, wiązanego na głowie tak aby kołek nie wyskoczył i nie umożliwił zamknięcia jamy ustnej. Gdy więzień jest już przygotowany, zęby są piłowane najczęściej zardzewiałym pilnikiem do stali. Podobno już nawet samo pozorowanie tortury „wilczych kłów” polegające na pocieraniu uzębienia nieszczęśnika płaskim kawałkiem stali wywołuje atak paniki. Często zęby zaczynają krwawić po naruszeniu miąższu zęba. Odsłonięte nerwy zębowe zadają niewyobrażalny ból nawet przy dmuchnięciu na nie. „Wilcze kły” to technika tortur, która wymaga uważania na nerwy ofiary. Ich usunięcie spowoduje, że całe przesłuchanie będzie coraz mniej efektywne.

Kolejną metodą rodem zza Buga jest tzw. „okrągły stół”. We wszystkich możliwych wariacjach. Tortura ta, chociaż fizyczna, tak jak „wilcze zęby”, wpływa na psychikę człowieka, poprzez wzajemne poniżenie. „Okrągły stół” jest w zasadzie pokazem inwencji twórczych. Polega on na rozstawieniu przesłuchiwanych wokół stołu. Następnie są oni „przytwierdzani” do stołu za pomocą gwoździ. Przebijano nimi dłonie, które osadzeni mieli wcześniej położyć na stole, a w obozach filtracyjnych w Czeczenii przebijano nawet języki czy uszy. Tortura ta często jest łączona z gwałtem, najczęściej homoseksualnym. Wrażenia wzrokowe, dźwiękowe i cielesne są tak potężne, że przesłuchiwani szybko nabierają pokory.

Prawdziwym hitem eksportowym rosyjskich służb specjalnych jest tzw. „jaskółka”. Ta prosta, acz skuteczna metoda przesłuchiwań trafiła nawet na polskie komisariaty i jest powszechnie stosowana w przypadku „kogoś, nad kim trzeba popracować”. Jest na tyle skuteczna, że nie wymaga żadnej siły w trakcie jej stosowania. Przesłuchiwany ze skrępowanymi z tyłu rękoma zostaje powieszony na drągu lub haku tak, aby wisiał głową w dół. Oczywiście wszystko zależy od dostępnego wyposażenia. Następnie głową w dół wisi, aż nabierze chęci do współpracy. Metoda ta, chociaż nie jest efektowna, jest niezwykle efektywna i poza jednorazowym wysiłkiem nie wymaga większej ilości pracy. Gdy przesłuchiwany wisi głową w dół, jego największym wrogiem jest czas i grawitacja. Z każdą minutą jego serce ma coraz większy problem z tłoczeniem krwi do wszystkich kończyn, do których do tej pory robiło to bez problemu. Jednocześnie rośnie ciśnienie krwi w czaszce. Początkowo ofiara robi się jedynie czerwona na twarzy. Następnie zaczyna odczuwać potężny ból głowy i zawroty. Kilkugodzinne zastosowanie „jaskółki” może prowadzić nawet do udaru i śmierci. Jednak nie ma potrzeby robienia przerw, bo ofiara po kilkudziesięciu minutach zaczyna błagać o zmianę pozycji. Nadgorliwi przesłuchujący stosują wersję z uderzaniem wiszącego w przeponę.

Ostatnią, lubianą przez GRU i FSB metodą przesłuchania jest tzw. „mydelniczka”. Metoda ta też została przystosowana do polskich realiów i była nawet powszechnie stosowana w najświetniejszych latach wojskowej fali. Mydelniczka polega na rozebraniu przesłuchiwanego i położeniu go na twardej powierzchni. Może to być stalowe łoże lub twarda podłoga. Następnie na wysokości krzyża i lędźwi pod kręgosłup, pomiędzy ciało przesłuchiwanego a twardą powierzchnię wkłada się mydło. Kolejnym krokiem jest naciskanie na ciało ofiary w miejscu gdzie znajduje się mydło. Nacisk na kręgi jest tak duży, że powoduje wręcz konwulsje. Jednocześnie nie ma obaw o przerwanie kręgosłupa gdyż kręgi są wytrzymalsze od mydła i to ono pierwsze się rozgniecie pod przesłuchiwanym.

Anglosaskie cegłówki i waterboarding

Jeżeli ktoś uważa, że tylko Rosjanie stosują brutalne metody przesłuchania, jest w głębokim błędzie. Robi to też wywiad brytyjski czy amerykański, które nie przebierają w materiałach do tortur. Jednym z nich jest cegła. Przesłuchiwanego krępuje się w pozycji siedzącej, a następnie dwiema cegłami trzymanymi w dłoniach siedzącego naprzeciwko kata uderza się w kolana przesłuchiwanych. Tę metodę przesłuchań stosowano w Irlandii Północnej podczas wojny z IRA. Jak nietrudno się domyśleć, przy odpowiedniej sile, kości stawu kolanowego łamały się jak zapałki powodując poważne problemy z poruszaniem się w przyszłości.

Jedną z najpopularniejszych metod jest sławny „waterboarding”. Jest to podobno jedna z najbardziej skutecznych metod przesłuchań i do tego prawidłowo zastosowana całkowicie bezpieczna dla ofiary (sic!). Polega ona na położeniu przesłuchiwanego głową w dół pod łagodnym kątem około 10-20 stopni. Głowa musi znajdować się poniżej poziomu nóg. Jest to ważne, bo zapobiega utonięciu podczas przesłuchania. Następnie na twarzy skrępowanego nieszczęśnika kładziony jest mokry kawałek materiału. Kolejnym krokiem jest kilkukrotne polewanie twarzy strumieniem wody. Przesłuchiwany w ten sposób odnosi wrażenie, że dusi się gdyż woda zalewa ma jamę nosową i ustną, a nie tonie bo grawitacja sprawia, że nie trafia do płuc. Jest to jedna z najbardziej efektywnych metod przesłuchania. Czas potrzebny do złamania przesłuchiwanego wynosi od kilku do kilkunastu sekund. Co ciekawe, u przesłuchiwanych w ten sposób może wystąpić lęk przed wodą czy prysznicem. Sam waterboarding nie jest nową techniką tortury. Jego początki sięgają XIX wieku i przez wiele lat był uważany za zakazany przepisami prawa USA. Żołnierze, którzy go stosowali byli wydalani ze służby, lub skazywani na kary pozbawienia wolności. Dopiero wojna z terroryzmem i decyzja Georga W. Busha spowodowała, że ta technika przesłuchania trafiła do powszechnego użytku. Waterboarding był stosowany także w PRL w nieco zmienionej wersji. Rzeczywiście była to ww. „jaskółka”, a wodę wlewano bezpośrednio do nozdrzy wiszącego głową w dół mężczyzny. Efekt był ten sam. Wrażenie topienia i olbrzymi stres.

Azjatyckie zamiłowanie do unieruchamiania

Azjatyckie tortury opierają się głównie na unieruchamianiu ofiar. Przede wszystkim chodzi o długotrwałe unieruchomienie ofiary w pozycji, która wywołuje olbrzymi ból. Może to być nawet pozycja leżąca, która długo i odpowiednio stosowana sprawi, że na ciele torturowanego pojawią się początkowo bolące miejsca, a następnie odleżyny. Następnie pojawiają się krwawe rany, które powoli trawią ciało torturowanego. W zasadzie każda pozycja, w której człowiek zostanie unieruchomiony na długo, jest bolesna. Szczególnie ulubioną chińską torturą jest tzw. „łoże umarlaka”. Niezwykle skuteczna metoda tortury więźniów politycznych, którzy chcą odbywać głodówki. Więźnia kładzie się na łóżku, po czym pod jego pośladki podkłada się twardą deskę z dziurą na odbyt. Deska pozostaje w kontakcie bezpośrednio ze skórą przesłuchiwanego. I tak torturowany leży kilka dni. Odleżyny stają się tak bolesne i niebezpieczne, że mogą prowadzić do martwicy całych fragmentów ciała.

W Chińskich torturach widać skłonność do długofalowego działania. Chińczycy uważają, że tortury powinny być długotrwałe i uciążliwe. Dlatego niezwykle popularną w Chinach jest tortura „kropla drąży skałę”. O potędze siły kropli wody, świadczy fakt, że może niszczyć najtwardsze skały. Wszystko czego potrzebuje, to czas. Chińskie służby specjalne zaadaptowały na potrzeby współczesności starą torturę, polegającą na skierowaniu kropli na ciało przesłuchiwanego. Należy ją uruchomić najlepiej na siedząco (wtedy łączone są dwie techniki tortur), po czym na skrępowanego zaczynają kapać krople wody. Brzmi śmiesznie, ale przez swoją piekielną systematyczność jest to jedna z gorszych tortur. Pierwsze krople są niemal niezauważalne i wszystko przypomina dowcip, ale nie chodzi o szybki efekt. Krople kapią powoli i systematycznie. W końcu ciało przesłuchiwanego staje się wychłodzone. Do tego dochodzi przeziębienie i poczucie przenikliwego zimna. Najgorsza jest jednak energia kinetyczna setek kropel. Uderzanie kropli wody w jedno miejsce przez tydzień jest jak systematyczne i powolne uderzenie młotkiem. Ciało w miejscu poddawanym torturze nabrzmiewa. Bywa, że skóra pęka i ukazują się kości ofiary.

Kolejną długotrwałą techniką tortur rodem z Azji jest tzw. kula. Ponownie jest to tortura polegająca na łączeniu technik. Tym razem co najmniej trzech. Ofiarę przybija się do ściany, na stojąco. Może być przybita za dłonie, uszy czy inne części ciała. Następnie na sznurku mocuje się małą metalową kulę wprawianą mechanizmem (takim samym jak w zegarze) w ruch. Kula delikatnie uderza w czoło przesłuchiwanego. I tym razem chodzi o czas i nieustanne uderzanie w głowę. Powoduje to, że skóra po pewnym czasie pęka i powstają bolesne rany. Kolejnym etapem jest pęknięcie części czaszki, aż w końcu dochodzi do jej otwarcia i uderzeń bezpośrednio w mózg co jest już śmiertelne.

Azjaci, korzystają też z szybkich tortur. Niektóre z nich trafiły do nas. Przykładem jest tzw. „ołówkowanie”. Metoda ta została przedstawiona w filmowej adaptacji książki Wiktora Suworowa „Akwarium”. Polega ona na włożeniu pomiędzy palce dłoni ołówków lub innych kawałków drewna i zaciskania dłoni ofiary. W ten sposób można złamać wszystkie palce u dłoni.

Całość w najnowszym numerze.