Jak zostać Polskim szpiegiem

Ile płacą służby? Czego wymagają?

Dla wielu ludzi praca w służbach specjalnych jest czymś pociągającym. Jednak tylko nieliczni mają na nią szansę.

Był piekielnie upalny lipcowy dzień, kiedy trudno jest przesiedzieć osiem godzin w pracy, zwłaszcza jeśli nie specjalnie się ją lubi. Dla prawie trzydziestoletniego Jakuba praca w Instytucie Pamięci Narodowej po paru latach stała się po prostu zwykłą nudą. Przewracanie kolejnych akt, numerowanie ich stron, zupełnie nie pasowały do jego żywego temperamentu. Jakub lubił towarzystwo i rozmowy, a tymczasem statyczna praca archiwisty IPN najzwyczajniej w świecie go zabijała. Źle to znosił i coraz częściej w jego głowie pojawiała się myśl o zmianie pracy na inną, bardziej zgodną z jego charakterem. Zresztą, przeglądając internet przy porannej kawie Jakub od czasu do czasu zaglądał na strony tych instytucji, w których praca wydawała mu się o wiele bardziej atrakcyjna od tej, jaką miał w archiwum IPN. W ten sposób Jakub trafił po jakimś czasie na stronę Agencji Wywiadu (AW), jednej z dwóch naszych służb, które zajmują się dzisiaj wywiadem. Już samo słowo wywiad działało ekscytująco. I na Jakuba tak podziałało. Za pośrednictwem strony internetowej Agencji Wywiadu postanowił napisać do niej, zaznaczając wyraźnie, że jest bardzo zainteresowany podjęciem pracy w Agencji. Nie wiedział do końca, czy to jest dobry pomysł, ale skoro na stronie była taka możliwość, postanowił z niej skorzystać. W krótkiej informacji Jakub podał swój adres e-mailowy, ale nie liczył specjalnie na jakiś odzew. Po kilku tygodniach otrzymał enigmatycznego maila, w którym podano mu telefon kontaktowy i zasugerowano aby umówił się na spotkanie. Zrobił, jak mu przekazano. Dwa tygodnie później Jakub pojechał na spotkanie, które odbyło się w siedzibie Agencji przy ulicy Miłobędzkiej w Warszawie. Przyjął go oficer w średnim wieku. Zaprosił do stolika i zaczął z nim dość schematyczną rozmowę. Najpierw były pytania oficera dotyczące wykształcenia, rodziny i dotychczasowych doświadczeń zawodowych Jakuba. Oficer bardzo uważnie słuchał tego, co Jakub miał do powiedzenia. Potem ze strony oficera nastąpiła druga seria pytań, dotycząca motywacji, które kierowały postanowieniem Jakuba o nawiązaniu kontaktu z Agencją i ubieganiu się o pracę w niej. Oficer jeszcze uważniej przysłuchiwał się temu, co Jakub ma do powiedzenia, spokojnie przytakując. Potem były jeszcze pytania, które miały wysondować, co Jakub rzeczywiście już wie na temat wywiadu i jego specyfiki. Po tych pytaniach oficer wyjął z teczki ankietę i kazał Jakubowi wypełnić ją uważnie, instruując bardziej szczegółowo przy niektórych pytaniach. Potem pozostawił Jakuba na dobre czterdzieści minut samego w pokoju, w którym odbywało się spotkanie, aby ten mógł spokojnie wypełnić ankietę. Gdy wrócił, Jakub miał już ją gotową i oddał oficerowi, który poinformował go, że za jakiś czas skontaktuje się z nim i ponownie się spotkają. Jak podkreślił, zostanie wówczas poinformowany o dalszej drodze. Cała procedura przyjęcia trwała jeszcze dobrych kilka miesięcy, ale ostatecznie zakończyła się dla Jakuba pozytywnie.

Jednak droga przyjęcia do naszych służb specjalnych, jaka była w wypadku Jakuba, nie jest ani jedyną obowiązującą w służbach, ani nawet najczęściej w nich spotykaną. Należy uznać ją za wyjątek.

Rekomendacje to więcej niż kwalifikacje

Znacznie częściej można spotkać kandydatów do pracy w służbach, którzy przychodzą z rekomendacjami udzielonymi im przez kogoś ze środowiska służb. Chodzi oczywiście o oficerów służb specjalnych, zarówno tych którzy nadal pozostają w czynnej służbie, jak i tych, którzy od dawna są już na emeryturze. Taka rekomendacja jest uwiarygodnieniem kandydata do pracy w służbach. Rekomendacje w naszych służbach są już niepisaną tradycją. Narodziła się ona w 1990 r. gdy powstał Urząd Ochrony Państwa (UOP), który miał stać się nową służbą państwową demokratycznej Polski. Wówczas okazało się, że ponad 90 procent jego kadry to oficerowie rozwiązanej komunistycznej Służby Bezpieczeństwa (SB) i to oni wprowadzili te zwyczaje, a raczej przenieśli je z komunistycznej poprzedniczki UOP. Mówiło się nawet, że UOP, to taka Służba Bezpieczeństwa po rebrandingu. Siłą rzeczy nowy narybek UOP musiał mieć rekomendacje esbeckiego środowiska. Było to warunkiem nie tylko przyjęcia do UOP, ale i kariery w nim. Jeden z byłych funkcjonariuszy UOP, który znalazł się w szeregach jego funkcjonariuszy jako jeden z pierwszych, opowiadał po latach, że gdy go już przyjęto do tej służby, jeden z szefów, wywodzący się oczywiście z SB, zwrócił się do niego wprost: „Ale pan nie ma rekomendacji naszego środowiska”. Dalsze lata funkcjonowania UOP utrwaliły tylko tę tradycję.

Podobnie było w Wojskowych Służbach Informacyjnych (WSI), które powstały jesienią 1991 r., w miejsce rozwiązanych wcześniej Wojskowej Służby Wewnętrznej (wojskowy kontrwywiad) i Zarządu II Sztabu Generalnego (wojskowy wywiad). Na pewno rekomendacje środowiska ludzi komunistycznych służb dla kandydatów do służb wolnej Polski były przez wiele lat kluczowym elementem wszystkich wymogów, jakie mieli oni spełniać, chociaż nigdzie nie było to oficjalnie zapisane. Nawet dzisiaj rekomendacja kogoś, kto pracował albo aktualnie pracuje w służbach znaczy również bardzo wiele. W służbach jest to po prostu odbierane, jako gwarancja wiarygodności i uczciwości kandydata. A to znaczy znacznie więcej, niż jego wykształcenie, zawodowe doświadczenia czy wyniki testów i badań jakie przechodzą wszyscy kandydaci ubiegający się o pracę w służbach.

Papierowe kwalifikacje

Wszystko to, co kandydaci zapisują dzisiaj w ankietach osobowych ubiegając się o pracę w służbach, nie ma specjalnego znaczenia. Patrzy się na to przez przysłowiowe palce. Nie ma większego znaczenia jakość wyższego wykształcenia kandydata i to jaką ukończył on uczelnię. Ważne jest jedynie, aby posiadał dyplom jakiejkolwiek uczelni wyższej. Nie ma również znaczenia to, jakie zna on języki i jakie ma faktycznie doświadczenia zawodowe. Kandydaci piszą np. w ankietach personalnych, że znają obce języki zarówno w mowie, jak i piśmie. Nikt tego nie sprawdza. Np. jeden z oficerów stołecznego kontrwywiadu wojskowego z czasów WSI napisał, że zna biegle serbski, chorwacki, słoweński i jeszcze parę innych podobnych języków, a jak przy weryfikacji spróbowano potwierdzić jego umiejętności lingwistyczne, to okazało się, że nic tak naprawdę nie umie. Podobnie z doświadczeniem zawodowym. Przez wiele lat nie zwracano również większej uwagi na sytuację finansową kandydata i to, czy jest on w szponach jakiejś instytucji albo zalega innym z zobowiązaniami finansowymi. Nie sprawdzano również, czy nie trawią go jakieś nałogi. Do tych ostatnich alkoholizm nie był nawet zaliczany.

Jednak w ostatnich latach zaczęło się to wyraźnie zmieniać. W procesie pozyskiwania nowego narybku zaczęto przywiązywać do tego znacznie większą wagę, niż było to w poprzednich latach. Odnosi się to w szczególnym stopniu do sytuacji finansowej kandydatów i tego, czy nie są oni w spirali długów, albo nie są objęci postępowaniem sądowym lub windykacyjnym. Oczywiście każdy z kandydatów musi przejść też serię testów psychologicznych, które mają ocenić jego osobowość, inteligencję i wiele innych rzeczy. Kandydaci przechodzą również badania zdrowotne, badanie na poligrafie, czyli wykrywaczu kłamstw i wiele innych. Jednak ich wyniki nadal nie mają większego znaczenia w procesie rekrutacji, bo najważniejsza jest, jak już wspomnieliśmy, rekomendacja kogoś ze środowiska. Dlatego nader często dochodzi do wypaczeń całego procesu pozyskiwania nowego pracownika służb. Kilka lata temu np. przyjęto do SKW osobę, w której aktach osobowych zapisane było wyraźne przeciwwskazanie do pracy w służbach, ponieważ był osobą niestabilną emocjonalnie i bardzo podatną na bodźce zewnętrzne. Jednak rekomendacja jednego z dyrektorów tej służby, który, jak się okazało, był krewnym kandydata, sprawiła, że został przyjęty i pracuje do tej pory, mimo że wskazana przez psychologa jego emocjonalna niestabilność kilkakrotnie już dała znać o sobie.

----------

Całość w najnowszym numerze "Służb Specjalnych".

Tagi: