Kto nie lubi „Służb Specjalnych”

Głęboko wierzę w to, że prawo ludzi do informacji i wiedzy okaże się silniejsze niż kłamstwa i półprawdy serwowane przez uzależnionych od oficerów prowadzących półanalfabetów.

Ostatni miesiąc był trudny dla naszej redakcji. Zostaliśmy zaatakowani przez dziennikarzy związanych z „Gazetą Polską” i TV Republiką. Ponieważ niespecjalnie można się przyczepić do tego, o czym i jak piszemy, to skoncentrowano się na wytykaniu, iż zastępca redaktora naczelnego Tomasz Szwejgiert został zatrzymany i aresztowany przez sąd na trzy miesiące. Areszt bynajmniej nie przesądza o winie i niestety w Polsce jest nadużywany, tak przez prokuratorów, jak i sądy.

Miesięcznik „Służby specjalne” nie podoba się szefom naszych służb. I nic dziwnego, bo żadna władza nie lubi, jak dziennikarze patrzą jej na ręce. Szefowie służb specjalnych w Polsce przywykli do tego, że dla zwykłych dziennikarzy są świętymi krowami. Służby ze swoim niejawnym dostępem i aurą tajemniczości mogą w dość łatwy sposób niszczyć ludziom życie. Jak już zauważył w XIX stuleciu brytyjski premier Benjamin Disraeli „władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie”.

Dokonaliśmy małego przegrupowania w redakcji. Wspólnie z wydawcą uznaliśmy, że w sytuacji, gdy tytuł jest atakowany dobrze, aby reprezentował go zawodowy dziennikarz o dużym stażu i padło na mnie. Doktor Leszek Pietrzak nadal będzie obecny na naszych łamach, ale jak sam stwierdził, rola na froncie walki medialnej nie do końca mu odpowiada.

Mam więc nadzieję, że godnie go zastąpię. Dziennikarstwem zajmuję się od ponad 20 lat, dużą część moich publikacji stanowią te dotyczące działań służb specjalnych. Zwykle nie są to laurki, ale historie, które najchętniej ich szefowie zakopaliby głęboko pod ziemią.

Granice i zakres działalności służb w demokracjach są dziś jednym z ważniejszych tematów debaty publicznej. Rosnące możliwości technicznego szpiegowania obywateli wymagają precyzyjnego zapisania uprawnień tychże służb. Z drugiej strony coraz większe zagrożenie terroryzmem wymaga od służb kreatywności i elastyczności w działaniu. Znalezienie złotego środka, który pozwoli służbom wykonywać swoje obowiązki, a jednocześnie nie doprowadzi do powstania wszechpotężnego państwa, które wszystko wie o obywatelu i może go zniszczyć, gdyby okazał się nieposłuszny, jest dziś więcej niż konieczne. To jest możliwe tylko wtedy gdy obywatel wie, co mogą służby specjalne, jaki mają zakres praw i obowiązków, a także możliwości technicznych. Z drugiej strony mamy do czynienia z niechęcią służb do ujawniania metod i zakresu pozyskiwania informacji. Właśnie dlatego opisywanie działań służb ma takie znaczenie: tylko będąc dobrze poinformowani, możemy świadomie recenzować ich działalność.

Osobną kwestią jest stosowanie przez służby specjalne mechanizmu prowokacji jako sposobu na niszczenie wrogich sobie środowisk. Atak na redakcję „Służb Specjalnych” był właśnie taką prowokacją. W jej przeprowadzeniu użyto dziennikarzy związanych współpracą z prawdziwymi służbami. Głęboko wierzę w to, że prawo ludzi do informacji i wiedzy okaże się silniejsze niż kłamstwa i półprawdy serwowane przez uzależnionych od oficerów prowadzących półanalfabetów.