Po trupach do celu

Konkluzja jednak jest smutna. Chociaż o zbrodni Putina z 1999 r. wszyscy wiedzą, to jest on jak najbardziej szanowanym i respektowanym przywódcą nuklearnego mocarstwa.

„Cel uświęca środki” – to zasada postępowania zalecana w dziele Niccolo Machiavellego „Książę”. Do perfekcji doprowadzono ją w Rosji za rządów Władimira Putina. Rosjanie zawsze uwielbiali i szanowali silnych ludzi. Dlatego, aby dzierżyć w Rosji władzę trzeba przynajmniej za takiego uchodzić. I właśnie ta prozaiczna prawda wdrożona przez niego w życie stała się jego prawdziwą drogą do władzy. W 1999 r. potrzebna była zmiana władzy na Kremlu. Był jeden kandydat rosyjskiej bezpieki, który miał wszystkie zalety i jedną wadę: mało kto go znał, chociaż od kilku miesięcy był premierem Rosji. Putin i jego stronnicy nie zawahali się zlecić czekistom z Federalnej Służby Bezpieczeństwa wysadzenie w powietrze budynków mieszkalnych razem z ludźmi. Rządowa propaganda obarczyła winą czeczeńskich terrorystów. Ale czy to może tak naprawdę dziwić kogokolwiek, skoro władza Rosji zawsze posługiwała się kłamstwem?

W każdym razie dzięki temu oszustwu Putin mógł rozpocząć wojnę w Czeczeni i zrównać ją z ziemią. Miliony Rosjan były mu za to wdzięczne i z niego dumne. Czeczenia została utopiona we krwi. Putin mógł ogłosić Rosjanom swoje zwycięstwo. Jako silny przywódca w marcu 2000 r. wygrał bez problemów rosyjskie wybory prezydenckie w pierwszej turze, przejmując schedę po swoim poprzedniku, Borysie Jelcynie. Ten w zamian za ustąpienie dostał pełne ułaskawienie dla siebie, rodziny i zagrabionego państwowego majątku.

Prawda o zbrodni Putina i jego kolegów ujrzała światło dzienne dzięki zbiegłemu na Zachód pułkownikowi KGB, a później FSB Aleksandrowi Litwinience. Za złamanie zmowy milczenia Litwinienko został otruty przez innych czekistów i zmarł w męczarniach. Brytyjscy śledczy oficjalnie napisali, że za zbrodnię odpowiadają najbliżsi współpracownicy Putina. Egzekucja Litwinienki miała być ostrzeżeniem. Użyto radioaktywnego polonu, który kosztował ok. 30 mln zł. Nie chodziło jednak o pieniądze, ale o efekt odstraszający potencjalnych naśladowców (chyba skutecznie).

W naszym magazynie przybliżamy Państwu jeszcze raz tę historię, starając się jak najlepiej ją zrekonstruować. Niech ona zawsze nas przestrzega przed tymi, którzy pragnąc władzy dla samej władzy, nie zawahają się w dowolny sposób użyć potencjału państwa do osiągnięcia tego celu. Niech pamiętają, że nie ma takich sekretów, które kiedyś nie zostaną odkryte. Konkluzja jednak jest smutna. Chociaż o zbrodni Putina z 1999 r. wszyscy wiedzą, to jest on jak najbardziej szanowanym i respektowanym przywódcą nuklearnego mocarstwa. Realna polityka zbrodnie definiuje bowiem nie ich okrucieństwem, a siłą tego kto ich dokonuje.