Służba niedrużba

„Firma C” ma kłopoty. Tym razem nie z własnej winy. W Szczecinie trwa śledztwo dotyczące urzędników Komisji Nadzoru Finansowego. Dość już zaawansowane i wielowątkowe. Prowadzący sprawę prokurator uznał, że dobrze by było mieść dyski i skrzynki mailowe wszystkich pracowników departamentu nadzorującego Banki Spółdzielcze i SKOK-i. W wykonującej czynności delegaturze CBA nie ma jednak ani genialnych informatyków, ani odpowiedniego sprzętu. Poproszono więc o pomoc sąsiadów z ABW. Ci przyjechali do KNF, pomachali nakazem i zaczęli kopiowanie. Po czym grzecznie się pożegnali i wrócili do siebie. Ale po kilku dniach, przewodniczący Komisji zorientował się, że dostał tylko postanowienie prokuratury. A na tych dyskach jest tajemnica bankowa, i potrzeba zgody sądu. A tej nie było.

 

I gdzie ten problem dla CBA? Ano jest. I to spory. Nie dość, że musieli dyski szybciutko i grzecznie oddać, to jeszcze szef KNF postanowił dać chłopakom małą nauczkę i wynajął firmę informatyczną, by zbadać czy przypadkiem towarzysze za służb nie zajrzeli już tam, gdzie zgodnie z prawem zaglądać wszak nie wolno im było. I czy przypadkiem przed zwróceniem dysków sobie potajemnie jakiejś kopii nie zrobili. Jak myślicie? Zachowały się służby nasze grzecznie czy też nie?

 

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja ministra Maciej Wąsika. Trzymany jest na stołku tylko dla tego, że Kamiński jest aż do przesady lojalny wobec starych przyjaciół. Rozumiemy i cenimy takie podejście, ale chłop do tej roboty po prostu się nie nadaje. Nie ten charakter. Mamy więc propozycję racjonalizatorską. Może zachować stanowisko sekretarza stanu w KPRM i zostać specjalnym pełnomocnikiem rządu do spraw zwalczania homofobii.

 

Swoją drogą sam Kamiński też nie jest w zupełnie komfortowej sytuacji. Jego teoretyczny zwierzchnik czyli premier RP Mateusz Morawiecki już był na Nowogrodzkiej z prośbą o zezwolenie na egzekucję. Powód? Cóż… chłop jest trochę za bardzo przyzwyczajony do standardów korporacyjnych i nie spodobało mu się… jak by to ładnie napisać… hmmm… O! Już wiemy! Życzyłby sobie, by jego podwładni przychodzili nieco bardziej trzeźwi do roboty.

 

Tymczasem na Rakowieckiej robota jak zawsze, czyli szukanie źródeł wycieków różnych wrażliwych i poufnych informacji. Starania by znaleźć złych ludzi koordynuje sam zastępca szefa ABW płk Norbert Loba. Mamy dziś dzień dobroci dla bliźnich, więc pomożemy panu pułkownikowi w jego śledztwie. Zna pan pułkownik może takiego człowieka jak Bartosz Loba? Niedawno, czyli za Platformy, był on szefem Gabinetu Politycznego minister Teresy Piotrowskiej. Zna pan, pewnie że pan zna. A kto jemu i przy okazji całej P.O. kapuje w „Abwerze”? Oto jak tego przebrzydłego człowieka wyśledzić – niech pan stanie przed lustrem i otworzy szeroko oczy. Nie ma za co.

 

Na koniec rzut oka na Donbas. Jak wiadomo od dłuższego czasu piorą się tam po gębach jedni Ukraińcy z drugimi. Jako, że sami nie mogą jednak sprawy porządnie zakończyć, to do załatwiania swoich domowych problemów chętnie angażując również cudzoziemców. Paru funków z rozmaitych naszych trzyliterowych służb też postanowiło spróbować szczęścia i po uzyskaniu wcześniejszej emerytury ruszyło obyczajem przodków szukać sławy i szczęścia na Dzikich Polach. Rozmawialiśmy niedawno z jednym z nich. Człowiek walczy po stronie kijowskich władz, i w sumie dobrze mu się wiedzie. Tylko z pieniędzmi krucho – mają to, co sami zrabują. Zamiast żywą gotówką czy złotem, Ukraina płaci bowiem swoim najemnikom znajdując im młode i ładne kobiety.