Ujawnił kulisy brudnych działań służb PiS. Stracił pracę, zabrano mu telefon oraz komputer

Mariusz Kamiński boi się konfrontacji z wieloletnim kolegą przed komisją badającą nieprawidłowości przy reprywatyzacji.

Wykładowca akademicki, archeolog Marcin Rudnicki to jeden z wieloletnich znajomych ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego oraz przyjaciel jego zastępcy Macieja Wąsika i szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdy.

Jego brat – Jakub – od półtora roku przebywa w areszcie. Byli przyjaciele, dziś rządzący służbami, oskarżyli go o odegranie kluczowej roli w aferze reprywatyzacyjnej w Warszawie, po tym, jak urzędnik odmówił współpracy z CBA i przekazywania dawnym kolegom informacji, które mogłyby obciążyć jego pracodawcę - prezydent stolicy Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Gdy Marcin Rudnicki ujawnił kulisy działań podwładnych Kamińskiego i bliskie relacje jakie łączyły ministra z aresztowanym, sam trafił na celownik służb. Natomiast mimo deklaracji wiceministra Patryka Jakiego, otoczenie koordynatora służb nie chce dopuścić do przesłuchania oskarżonego urzędnika, przez komisję badającą nieprawidłowości przy reprywatyzacji, przed wyborami w Warszawie.

Zemsta za wywiady?

W lutym br. w mediach wybuchł skandal z udziałem rzecznika ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego – Stanisława Żaryna. Rzecznik Kamińskiego po otrzymaniu pytań dot. swojego przełożonego, zamiast udzielić odpowiedzi, zaalarmował portal wPolityce.pl. Portal braci Karnowskich od razu zaatakował dziennikarzy, którzy wysłali pytania, uprzedzając tym samym publikację.

- To złamanie wszelkich standardów. Pan Żaryn jest na dodatek byłym dziennikarzem wPolityce.pl i wypowiada się w tekście na temat naszego artykułu, który się jeszcze nie ukazał. (…) Kończąc pracę nad tekstem, przekazaliśmy wiele pytań do biura koordynatora na ręce jego rzecznika (…). Zamiast odpowiedzi, w czwartek rano na portalu wPolityce.pl ukazał się donos o tym, że „Wyborcza przygotowuje materiał na podstawie insynuacji Jakuba R.”. Podane jest nazwisko jednego z autorów i przytoczone są obszerne fragmenty listu napisanego z aresztu przez b. urzędnika. W tekście znajduje się też wypowiedź… Żaryna, który jakby nigdy nic komentuje sprawę – komentował zajście dziennikarz śledczy Wojciech Czuchnowski.

Publikacja materiału została przez to zajście opóźniona. Pod koniec lutego ukazał się materiał, w którym wypowiedział się Marcin Rudnicki – brat Jakuba. Wieloletni znajomy Kamińskiego wyjawił dziennikarzom „propozycje” jakie otrzymywał od dawnych znajomych jego brat.

Drugi wywiad z Marcinem Rudnickim ukazał się pod koniec marca, w materiale telewizyjnym „Czarno na Białym”. Przyczynkiem do jego powstania były pojawiające się w przestrzeni publicznej zdjęcia, potwierdzające historie o wieloletniej i zażyłej znajomości braci Rudnickich z ministrem koordynatorem i jego podwładnymi.

Sprawa była szeroko komentowana w mediach, zarówno ze względu na dwuznaczne zdjęcia zastępcy Kamińskiego, jak również fakt, ukrywania, a następnie pokrętnego tłumaczenia się szefów służb ze znajomości z braćmi Rudnickimi.

Zwolnienie

Po tych wydarzeniach Rudnicki trafił na celownik prorządowych mediów. Ww. portal braci Karnowskich wPolityce.pl atakował archeologa, nie dając mu szansy odnieść się do stawianych mu zarzutów. Koledzy ministra Kamińskiego zaczęli prześwietlać aktywność wykładowcy w mediach społecznościowych.

Dwa miesiące później, w maju Rudnicki stracił pracę. - Czwartek 17 maja AD 2018 - zapamiętam na długo tę datę - przyszedłem do Instytutu Archeologii, gdzie miałem się spotkać z moim dyrektorem. Od razu na wejściu otrzymałem pismo informujące, że Uniwersytet Warszawski rozwiązuje ze mną umowę o pracę. Jako powód podano „likwidację stanowiska pracy”. Wszystko zawarte zostało w trzech (słownie trzech) zdaniach. I w ten oto sposób po 14 latach pracy w Instytucie Archeologii, bez uprzedzenia - czyli inaczej z tak zwanego partyzanta - zostałem zwolniony. „Likwidacja stanowiska pracy” to zapis-wytrych wprowadzony do kodeksu pracy, po to by ułatwić wyrzucenie człowieka z roboty bez podawania prawdziwej przyczyny, czyniąc bezprzedmiotowym jego odwołanie do sądu pracy. Tak właśnie w naszym pięknym kraju załatwia się teraz ludzi niewygodnych - jak za ciemnej komuny – komentował sprawę Rudnicki.

W czerwcu funkcjonariusze CBA przeprowadzili rewizję w mieszkaniu drugiego brata Marcina Rudnickiego – Adama.

Co ciekawe – jak udało nam się ustalić, podobnych czynności nie przeprowadzono u ówczesnej konkubiny Adama, która prowadziła sprawę reprywatyzacji kamienicy przy ul. Marszałkowskiej 43.

Funkcjonariusze fotografowali inne dokumenty, niezwiązane z reprywatyzacją. Na pytania Adama Rudnickiego czy mają prawo to robić jeden z obecnych funkcjonariuszy miał odpowiedzieć, że może w każdej chwili uzyskać „ustne rozszerzenie zakresu rewizji” od prokuratora.

Jak również udało nam się ustalić doszło do zabezpieczenia znajdujących się w sądzie dokumentów w sprawie o kontakty z dzieckiem, którą Adam Rudnicki prowadzi przeciwko swojej byłej konkubinie.

Według naszych informacji CBA zwróciło się do pośredników nieruchomości, którzy obsługiwali rodzinę Rudnickich, z nakazem przekazania listy wszelkich operacji z nimi związanych.

- Poszukują u niego dokumentów związanych z reprywatyzacją. Nie wiem dlaczego miałby takowe mieć, skoro w reprywatyzacji nie brał udziału. Równie dobrze mogliby poszukiwać u niego planów budowy bomby atomowej, albo podkopu pod budynek sejmu w celu dokonania aktu dywersji. Pytanie brzmi, czy funkcjonariusze rzeczywiście wierzą w to, że znajda u Adama jakieś dokumenty, czy tak naprawdę przyszli z innego powodu? Przypomnę, że pomimo upływu 16 miesięcy tak zwanego „śledztwa” (w rzeczywistości to polityczna intryga i bicie propagandowej piany) prowokatura nie znalazła śladów rzekomych milionów mających pochodzić z reprywatyzacji – relacjonował Rudnicki. Jak się później miało okazać to był dopiero początek. Na celowniku CBA znalazły się wydatki Ministerstwa Obrony Narodowej z okresu szefowania resortem przez Antoniego Macierewicza. Chodziło o zakup kolekcji broni historycznej za „ponad 10 mln złotych”.

Jak się okazało – chodziło o kolekcję, jaką sprzedał MON Adam Rudnicki. Pieniądze ze sprzedaży miały być przekazane na zapłacenie kaucji za brata - Jakuba.

Zabranie telefonu i komputera

Również w czerwcu Marcinowi Rudnickiemu zabrano telefon i komputer. Sam Rudnicki opisuje to w ten sposób: - Gdy wróciłem do domu ok. 18.30 przed bramą czekało na mnie trzech policjantów (czwarty dojechał później). W łapach dzierżyli postanowienie podpisane przez prokuratora prokuratury rejonowej Warszawa Śródmieście północ - Piotra Antoniego Skibę. Piotr Antoni postanowił dokonać przeszukania mojego domu w celu „ujawnienia” obrazu „Madonna z małym Jezusem i św. Janem jako chłopcem” oraz komputerów i telefonu komórkowego oraz zażądać ich wydania. Policjantom towarzyszyła (…) pracownica ministerstwa kultury. (…) Jako, że żadnych milionów nie ma, a wydatki związane z obecną sytuacją rodzinną przekraczają moje możliwości zmuszony jestem wyprzedawać różne dobra, które bądź to są w posiadaniu familii od dawna, bądź zostały nabyte przeze mnie. Kilka dni temu wystawiłem na Allegro obrazek przedstawiający wspomnianą wyżej Madonnę. Obrazek kupiłem jakiś czas temu na niemieckim Ebayu. Był ładny, a do tego interesujący pod względem historycznym. Na odwrocie miał naklejkę urzędu Reichstatthaltera z Gdańska - najpewniej więc został komuś zrabowany. Sprawdziłem czy obraz widnieje w wykazie strat wojennych, ale go tam nie ma i nie było. Ustalenie, komu Niemcy zarekwirowali obrazek jest niemożliwe, co opisałem szczegółowo na Allegro. (…) Czemu miało służyć zarekwirowanie mi komputera i komórki? Chyba tylko temu, żeby znaleźć cokolwiek, co pozwoli dalej mnie dręczyć. (…) Ciekawe co będzie dalej? Już dwukrotnie dzisiejszego wieczora usłyszałem, że lepiej było siedzieć cicho, to by mnie to nie spotkało. Nic z tego, niczego nie żałuję.

Jak później wyjaśnił archeolog, obraz zakupił w marcu 2017 roku na niemieckim Ebayu, za 782 euro, a jego pochodzenie zweryfikował w spisie strat wojennych zamieszczonym na stronie internetowej ministerstwa kultury. Na aukcję wystawił go 17 czerwca br. roku.

Kamiński boi się komisji?

Od wyjścia na jaw związków ministra Kamińskiego i jego otoczenia z braćmi Rudnickimi dziennikarze zaczęli domagać się od członków komisji weryfikacyjnej, badającej nieprawidłowości przy reprywatyzacji, deklaracji ws. jawnego przesłuchania oskarżonego urzędnika.

Szef komisji – a zarazem kandydat na prezydenta Warszawy – Patryk Jaki pytany w marcu br. roku przez TVN 24, czy Jakub R. powinien zostać przesłuchany, stwierdził, że tak, a komisja przyjęła założenie, że „lepiej aby to zrobić publicznie”.

Dodał jednak, że na pewno nie nastąpi to przed jesienią (czyli przed głosowaniem w wyborach samorządowych). Ludzie związani z ministrem Kamińskim nie chcą by ich dawny przyjaciel zeznawał przed kamerami.